niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 2 ,,Podróż do Hogwartu"


      Rose wbiegła do samochodu i nie mogła się doczekać, kiedy tata wciśnie pedał gazu. Mama schowała do bagażnika kufer, a bezimienną sowę posadziła koło dziewczynki. Hugo za karę musiał zostać w domu, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio, wręcz cieszył się, że nie będzie musiał oglądać wzruszającej sceny pożegnania ukochanego dziecka z rodzicami. Zawsze był zazdrosny o siostrę, ale nie próbował niczego w sobie zmienić, aby to on był tym najlepszym. Wolał rozrabiać na całego. Ale to normalne u chłopców w jego wieku.

      Ron Weasley odpalił samochód. Wyjechał z podjazdu. Była godzina ósma. Na ósmą trzydzieści mieli być na peronie, więc wcisnął gaz do dechy i ruszył w kierunku dworca. Po drodze opowiadał córce o Hogwarcie, dementorach, hipogryfach. Ach! Jakie to było fascynujące! Rose wierciła się na swoim miejscu nie mogąc opanować nerwów. Wiedziała, że była bardzo dobrze przygotowana na ten rok. Przeczytała prawie wszystkie książki do zaklęć, a niektóre nawet ćwiczyła, z użyciem patyka, gdyż bała się, że jeżeli użyje czarów to jej nie przyjmą.

   Nawet się nie obejrzała, kiedy byli już na miejscu. Wzięła sowę i szybko wyszła z samochodu. Zobaczyła mnóstwo dzieci z kuframi, ubranych w szaty czarodziejskie, spieszących się z rodzicami na peron. Z wrażenia zaniemówiła. Hermiona tyrpnęła córkę łokciem, na znak że już muszą iść.

    - Gotowa?
    - Pewnie!

Szybkim krokiem ruszyli w stronę wejścia. W środku były ruchome schody prowadzące na różne perony. Czarodzieje szli w dół. Rose omal nie spadła ze schodów, tak szybko chciała znaleźć się już przy przejściu na 9 i ¾ . Nie wiedziała gdzie to jest. Rodzice pokazali jej ścianę z szarych cegieł. Wiedziała co ma robić. Jej emocje wariowały, zapomniała o rzeczywistym świecie i pogrążona w marzeniach przebiegła przez ścianę. Obejrzała się. Rodzice szli tuż za nią. Obróciła się ponownie.

    - WOW!

Morskim oczom dziewczynki ukazał się ogromny, czerwono-czarny pociąg. Na lokomotywie widniał napis ,,Express Londyn- Hogwart”. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Przytuliła mocno rodziców.

    - Skarbie, dasz sobie radę? – zapytał tata.
    - Nie wiem, tato, bez was będzie trudno. – jej oczy zabłyszczały od kręcącej się w nich łez. – Nienawidzę pożegnań.

Słone łzy spływały jej po policzkach jednocześnie ze smutku, przerażenia i szczęścia. Była gotowa. Pociąg zatrąbił. Ostatni raz uściskała rodziców i weszła do pociągu. Zaczęła szukać wolnego przedziału dla siebie. Ale nagle przypomniała sobie, że zapomniała bagażu! Najszybciej jak tylko mogła wybiegła z pociągu, ale nie mogła znaleźć rodziców z jej rzeczami. Rozpaczliwie biegała po peronie, oglądając dzieci wsiadające do expressu. Przed pociągiem panował zgiełk. Wszyscy przepychali się, aby wepchać swoje dzieci do pojazdu. Tylko mała Rose szła w kierunku przeciwnym do wszystkich. Zaczęła płakać. Rona i Hermiony nigdzie nie było. Myślała, że to koniec, że nie zdąży i straci swój niecierpliwie oczekiwany rok.

    - Rose! Rose! – usłyszała wołanie jedenastolatka.

    - Mamo! Dzięki Bogu. Już myślałam… wzięła bagaż i w ostatniej chwili weszła do kolei. Usiadła w pierwszym lepszym wolnym przedziale i pomachała rodzicom przez okno. Nagle zagrzmiał świst i pociąg ruszył. Rose założyła szaty , usiadła i pogrążyła się w marzeniach. Uwielbiała marzyć. Sowa hukała jej koło uszu, dudniący dźwięk kół i krzyki uczniów nie przeszkadzały jej w dumaniu.  Oparła blond głowę o okno. Wsłuchiwała się w odgłosy wokół niej. Zaczął padać deszcz. Delikatne krople spływały po szybie i urządzały wyścigi, która pierwsza spadnie z okna. Zasłony delikatnie muskały twarz przyszłej pierwszorocznej, dając jej przy tym poczucie bezpieczeństwa. Nigdy wcześniej się tak nie czuła. Mogła myśleć. Myśleć o Hogwarcie i nikt jej nie przerywał. No… może nie.

    - Oddawaj to! To mój kot Scorpius!
    - To go sobie weź ! Hahahaha ciamajda!

     Mały Scorpius Malfoy miał charakterek po tacie. Dokuczał dzieciom, zabierał im rzeczy i wywyższał się, że jego rodzice pracowali niegdyś dla Czarnego Pana. Uczniowie się go bali. Był na drugim roku w Hogwarcie, więc uważał się za nie wiadomo kogo. Tym razem jego ofiarą padł kuzyn Rose, Albus Potter.

       - O, Rose, cześć. – zagadał do swojej kuzynki Albus.
       - Hej.

    Tyle trwała ich rozmowa. Chłopiec biegał za Scorpio wołając, żeby oddał mu Juliana (tak miał na imię kot Albusa). Rose nie mogła powstrzymać śmiechu. Wyglądało to bardzo zabawnie. Myślała, że wreszcie ktoś koło niej usiądzie, ale najwidoczniej tym razem się myliła. Połowę podróży spędziła sama, wyobrażając sobie zamek, który mama i tata pokazywali jej na zdjęciach. Czy będzie taki sam, a może inny? Czy będzie ją uczył słynny Rubeus Hagrid, a może Dumbledore jeszcze żyje? Może będzie szukającą w drużynie quidditch’a tak jak wujek?  A może jednak ścigającą, jak ciocia? To wszystko ją przerosło. Nie wiedziała, co ją czeka w Hogwarcie.

    - Przepraszam, mogę się dosiąść?- Rose została nieoczekiwanie wybudzona z marzeń.   
    - Tak, pewnie, siadaj.

    Do Rose dosiadła się dziewczynka, prawdopodobnie w tym wieku co ona. Była dużo niższa od córki Rona i Hermiony, miała krótkie, czarne włosy, i średniej wielkości piwne oczy. Uwagę przykuwały piegi porozsypywane na całej twarzy dziewczynki. Ciemna karnacja wyróżniała ją z pośród pozostałych uczniów. Mały nosek, bordowe usta ozdabiały jej twarz o mocnych rysach. Ubrana była w bordową koszulkę i jeansy. Była ładna, ale nie ładniejsza od Rose.

    - Jak się nazywasz? – spytała siadając obok koleżanki.
    - Rose. Rose Weasley, a ty?
    - Moly Finnigan.
    - Masz na imię tak samo jak moja babcia.
    - EJ! Ty jesteś córką Rona i Hermiony?! – Molly ze zdziwieniem popatrzyła się w oczy Rose.
    - Tak. A co? Coś się stało? Skąd znasz moich rodziców?
    - Każdy ich zna.
 
    Tak właśnie rozwinął się pierwszy temat do rozmowy przyszłych przyjaciółek. W swoim towarzystwie czas spędzony w pociągu mijał im szybciej. Rose dowiedziała się, że rodzicami Molly są Seamus i Padma Finnigan. Coś jej mówiły te nazwiska, ale nie mogła sobie przypomnieć. Ach tak! Jej wujek, Harry, był na balu Bożonarodzeniowym z Padmą Patil! Opowiedziała koleżance o tej historii, ale nie zdążyła, gdyż kolej zatrzymała się, a ktoś grubym tonem zakrzyczał:

- Wysiadać, pirszoroczni! Pirszoroczni, do mnie!

 

 

3 komentarze: